Mój Sukces

W ostatnich kilku dniach dostałam dwa maile z prośbą o wywiad. Podstawowym pytaniem w obu było mniej więcej: na czym polega mój sukces? Jak go osiągnęłam, co mi przeszkadzało, jakie stereotypy musiałam złamać. Zaczęłam odpowiadać i zastanowiłam się. Czemu moja działalność nazywana jest sukcesem, a ja kobietą sukcesu?

Moim osobistym i jednocześnie zawodowym sukcesem jest niewątpliwie fakt posiadania rodziny, męża i dwójki dzieci, własnego domu, własnej firmy. Każdy z tych elementów jest wymarzony, bo mąż wspaniały, dzieci zdrowe, zdolne i w miarę grzeczne, dom którego zdjęcia zamieszczają magazyny wnętrzarskie, firma która przerodziła się z hobby, a jednocześnie dała utrzymanie.



Ale zaraz zaraz. Czy to o czym piszę to nie powinien być standard?? Czy naprawdę możliwość posiadania dzieci, domu i firmy w naszym kraju to jakiś spektakularny sukces?

Jak to jest, że dom mam stuletni, w części wyremontowany własnymi rękami, w części za pieniądze z kredytu, samochód mam 10-letni, również w kredycie, a moja firma zatrudnia nie 600, a 6 osób, a jestem nazywana kobietą sukcesu?

Rzeczywiście, nie każdemu się tak „powiodło”, bo chyba największym sukcesem w tym wszystkim jest to, że daję radę zapłacić ZUSy, VATy, PITy. Nie każdemu się to udało, dlatego nie odnieśli „sukcesu”.

Kocham miejsce, w którym żyję, wybrałam je i nie chciałabym nigdy go opuszczać. Nie wyobrażam sobie życia za granicą. Nie chciałabym nigdy musieć emigrować. Ale martwi mnie, że w tym moim ukochanym miejscu sukcesem jest to, co powinno być standardem. I co miesiąc, w stresie zastanawiam się, czy zdołam przelać na konto Urzędu Skarbowego 5 razy więcej niż mi zostaje.

Pozdrowienia,
Zuzia Górska

PS Przepraszam, ale znowu mnie naszło w okolicach 20tego.
Trwa ładowanie komentarzy...