Gość Specjalny

Nigdy wcześniej nie odwiedził nas ktoś tak ważny. I nie była to królowa angielska.

W dzisiejszym świecie szybkość i łatwość przesyłania informacji powoduje, że na wiele z nich reagujemy obojętnie. Na mojej facebook’owej tablicy codziennie ktoś prosi o przygarnięcie zwierzaka, wpłatę na schronisko czy wreszcie przekazanie 1% na daną fundację, organizację.


Człowiek się zaczyna przyzwyczajać. W końcu też 1% mamy tylko jeden, psów więcej niż 2 raczej nie weźmiemy (statystycznie – choć wiem, że statystycznie, to każdy Polak ma jedną pierś i jedno jądro), często apele też nie dotyczą nas ze względu na miejsce zamieszkania potrzebującego a nasze, zbyt daleko odległe, żeby na przykład oddać krew, o co też często apelują.

Miałam nadzieję, że mój blog i jego popularność nigdy nie posłużą za narzędzie do proszenia o pomoc. Wiem, że wykorzystując bloga do takich celów zbyt często, straciłby swoją moc. Ale nadszedł moment, kiedy proszę Państwa o pomoc. O pomoc dla dziewczynki i jej rodziców, która zmieniła moje życie.

Odkąd urodziła się Marysia, córeczka naszych znajomych – Agnieszki i Bogdana, ani razu nie przejęłam się swoją fryzurą, figurą czy cerą. A ile razy wcześniej potrafiłam narzekać, że tu kołtun, tu tłuszcz, tu krosta. Wiele moich problemów okazało się nie być problemami, a nawet wstyd mi, że śmiałam te głupoty problemami nazywać.

Dziś Marysia odwiedziła z rodzicami nasze skromne progi. Było to jej drugie wyjście w gości w prawie rocznym, Marysiowym życiu. Dopóki jesteśmy zdrowi, wszystko jest w naszych rękach. Pieniądze, miłość, dom, praca. Tak naprawdę ze wszystkim możemy sobie poradzić sami. Kiedy ktoś zaczyna chorować, może liczyć tylko na łaskę innych. Czy to rodziny, czy lekarzy, pielęgniarek czy wreszcie obcych ludzi i Boga, czy jakkolwiek go nazwiecie.

Marysia urodziła się bardzo chora. Jej historię bliżej możecie poznać na jej facebook’owym profilu oraz stronie www.

Choroba dziecka jest chyba jednym z najgorszych przeżyć, jakie mogą dotknąć rodziców. Dlaczego, skoro już tak bardzo los ich doświadczył, nie znajdują ukojenia w ludziach, którzy to ukojenie powinni dawać, w miejscach które powinny dawać nadzieję i wspierać ze wszystkich sił? Dlaczego szpitale są tak nieprzyjazne, dlaczego matka musi koczować na stołku przy łóżku dziecka, dlaczego w tej potwornie trudnej sytuacji rodziców przytłacza jeszcze ta cholerna szpitalna rzeczywistość?

Patrzyłam dziś na żartujących, śmiejących się rodziców, przytulających swoją maleńką córeczkę, na tatę Bogdana opowiadającego historię o krówce, na mamę Agnieszkę pokazującą jak wygląda dynia i zadawałam sobie jedno pytanie. Jak im pomóc?

Nie jestem naukowcem, nie jestem lekarzem, nie jestem nawet rehabilitantem czy pielęgniarką. Ale mam bloga, który ma obserwatorów – Was. Nie wiem czy mogę, nie wiem czy wypada, ale proszę Was, zajrzyjcie na stronę Marysi, jeśli nie macie pomysłu co zrobić z 1% podatku – przekażcie go na jej leczenie.

Dodatkowo zapraszam Was na aukcje Allegro, gdzie mama Marysi wystawia torebki, które na ten cel jej przekazaliśmy http://allegro.pl/hobo-grey-zuzia-gorska-i2946895151.html, http://allegro.pl/hobo-choco-zuzia-gorska-i2946895967.html, http://allegro.pl/hobo-beige-zuzia-gorska-i2946896363.html. Torby mają tę przewagę nad tymi kupowanymi na stronie pracowni, że pieniądze za nie idą na szczytny cel, co jasne, ale jeszcze są dostępne od ręki. Nie trzeba na nie czekać. No i licytacja zaczyna się od 1zł.

Proszę pomóżcie. Zasługują na to.

Agnieszko, Bogdanie, dziękuję Wam za Marysię, chylę czoła przed Wami, Agnieszko, jesteś najwspanialszą „sexy mamą”, jaką znam.

Zuzia
Trwa ładowanie komentarzy...