NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Zaczęło się

Dla przypomnienia jak to było kiedyś, bez goretexów i pacliteów, w wełnianym swetrze i pumpkach. Tylko dlatego bez kasku. W każdym innym momencie, zawsze w nim.
Dla przypomnienia jak to było kiedyś, bez goretexów i pacliteów, w wełnianym swetrze i pumpkach. Tylko dlatego bez kasku. W każdym innym momencie, zawsze w nim.
„Wyobrażaj sobie, że pod małym palcem stopy masz winogrono. Zgniataj je przy skręcie.” „Pamiętaj o pośladkach – wyobraź sobie, że między nimi trzymasz monetę.” „Pod żebrem masz pomarańczę, ściskaj ją ( w zależności od kierunku skrętu albo pod prawym, albo pod lewym).” „Przed sobą obejmujesz wielki balon.”

Zaczęło się.
Skoro nie da się do nas dojechać samochodem bez napędzanych obu osi, to znaczy, że się zaczęło.
Sypnęło, zmroziło, oblodziło. A to znaczy, że można smarować narty.
Pierwszy raz rodzice przypięli mi deski (o ile plastikowe nartki ze sklepu papierniczego można nazwać deskami) jak miałam ze 3 lata. Nie byłam chyba zbyt zachwycona, bo nie przypominam sobie, żeby mi je założyli po raz drugi. Dopiero nieco później, już w butach „skorupach” i na prawdziwych „deskach” poczułam, że to jest całkiem przyjemny i dający sporo frajdy sport.
W swojej wątpliwej narciarskiej karierze przejeździłam chyba sporo kilometrów, jak na zwykłego zjadacza chleba. Może właśnie dlatego w pewnym momencie jazda po alpejsku zaczęła mnie nudzić. Czułam się już całkiem pewnie, choć do Hermanna Maiera było mi jeszcze daleko, to poczułam że osiągnęłam pewien poziom który z jednej strony mnie absolutnie nie zadawalał, a z drugiej już totalnie nudził.
Z pomocą przyszedł jak zwykle mój niezastąpiony tato, który poczuł takie znużenie nieco wcześniej niż ja ( w końcu jest nieco starszy), i „wykminił” jazdę telemarkiem. Oczywiście on sam też tego nie wymyślił, w końcu jest to powrót do korzeni, a ojciec choć starszy to nie aż tak strasznie starszy.
Wszyscy wiemy jak wygląda jadący narciarz, ciekawa jestem czy ktoś z Państwa kojarzy jak wygląda narciarz jadący telemarkiem. Telemark pewnie większości z Was kojarzy się z Adamem Małyszem – i słusznie. Z tym, że Adam telemarkiem tylko ląduje, a my telemarkiem jeździmy.
Podstawowa różnica, będąca właściwie clou, esencją, to fakt, że pięta pozostaje luźna. Nie jest przymocowana, jak w „normalnych” nartach, na stałe, lecz ma możliwość podnoszenia się – jak w biegówkach. Dzięki temu, nie jesteśmy przyszpileni do desek całą stopą, lecz zachowujemy naturalny ruch podnoszenia pięty i opierania ciężaru ciała na śródstopiu. W tym celu również buty narciarskie telemarkowe nieco się różnią, ponieważ mają na górze harmonijkę, umożliwiającą zginanie stopy.
Narty zostają takie same.
Może się to wydawać dziwne, śmieszne, zaskakujące. Wielu z nas, telemarketerów ( jak to mówią) spotkało się nie raz z okrzykami innych narciarzy „wiązanie się Panu zepsuło!”.
Ja dzięki telemarkowi odkryłam narciarstwo na nowo. Znowu chciało mi się jeździć, uczyć, glebić. Okazało się, że dzięki temu mogę na jednym sprzęcie zarówno chodzić jak i zjeżdżać, bez odpinania nart!
Na rynku można kupić świetny poradnik dotyczący jazdy telemarkiem pt. „Sztuka Telemarku”, w którym możemy porady mniej więcej takie jak:
„Wyobrażaj sobie, że pod małym palcem stopy masz winogrono. Zgniataj je przy skręcie.”
„Pamiętaj o pośladkach – wyobraź sobie, że między nimi trzymasz monetę.”
„Pod żebrem masz pomarańczę, ściskaj ją ( w zależności od kierunku skrętu albo pod prawym, albo pod lewym).”
„Przed sobą obejmujesz wielki balon.”
Prawda, że brzmi ciekawie?
Wszystkim Państwu, którzy odczuwają znużenie narciarstwem alpejskim, są zmęczeni przywyciągowymi tłumami, czy po prostu lubią powroty do korzeni, z czystym sumieniem polecam tę formę aktywności, która w Polsce skupia bardzo ciekawych i sympatycznych ludzi, których w sieci można poznać na www.telemark.pl – forum.
Cieszmy się tą nielubianą porą roku jaką jest zima. W końcu ona zajmuje ¼ naszego jakże niedługiego życia.
Zuzia Górska
Trwa ładowanie komentarzy...